Módlmy się o dobry wybór nowego papieża

Całym Kościołem wstrząsnęła dziś wiadomość o abdykacji papieża Benedykta XVI. Papież zakończy swój pontyfikat 28 lutego o godzinie 20.00.

Rozważywszy po wielokroć rzecz w sumieniu przed Bogiem, zyskałem pewność, że z powodu podeszłego wieku moje siły nie są już wystarczające, aby w sposób należyty sprawować posługę Piotrową. Jestem w pełni świadom, że ta posługa, w jej duchowej istocie powinna być spełniana nie tylko przez czyny i słowa, ale w nie mniejszym stopniu także przez cierpienie i modlitwę. Tym niemniej, aby kierować łodzią św. Piotra i głosić Ewangelię w dzisiejszym świecie, podlegającym szybkim przemianom i wzburzanym przez kwestie o wielkim znaczeniu dla życia wiary, niezbędna jest siła zarówno ciała, jak i ducha, która w ostatnich miesiącach osłabła we mnie na tyle, że muszę uznać moją niezdolność do dobrego wykonywania powierzonej mi posługi

– powiedział w swoim oświadczeniu Benedykt XVI.

Czytelników Dziennika Parafialnego zachęcamy na okres Wielkiego Postu do modlitwy oraz postu w intencji wyboru nowego Pasterza, który poprowadzi Kościół w obliczu jego ogromnego kryzysu, nade wszystko w Europie Zachodniej. Dziękujmy też Panu za wspaniały pontyfikat Benedykta XVI.

Niedziela Gaudete

Niedziela „Gaudete”,

czyli „niedziela radości”, to trzecia niedziela Adwentu. Jej nazwa pochodzi od pierwszego słowa antyfony na wejście „Gaudete in Domino”. Tę antyfonę zawierają już najstarsze zachowane antyfonarze liturgii rzymskiej – z VIII i IX wieku.

Dawniej, gdy Adwent miał silniejszy niż dziś charakter pokutny, niedziela „Gaudete” miała większe znaczenie, była także bardziej widoczna, bo wyróżniała się na tle całego czasu oczekiwania na przyjście na świat Zbawiciela. W Adwencie nie grano na organach i nie przyozdabiano prezbiterium kwiatami, a w niedzielę „Gaudete” – tak. Była to przerwa w poście. Śpiewano wtedy hymn „Chwała na wysokości Bogu”, który stanowił przedsmak radości z Narodzenia Pańskiego. W Rzymie tę niedzielę obchodzono niezwykle uroczyście. Źródła z XII i XIII wieku mówią, że papież – przywdziawszy różowy ornat – o północy sprawował liturgię w bazylice Św. Piotra. Odprawiano oficjum, które odpowiada dzisiejszej Godzinie czytań, a potem uroczystą Mszę św.

Dziś czas Adwentu przeżywa się inaczej. Nie ma, jak wspomniano, tak wielkiego charakteru pokutnego jak dawniej. Można grać na organach i przyozdabiać ołtarz kwiatami w czasie całego Adwentu. Czas ten ma dziś raczej charakter oczekiwania pełnego radosnej tęsknoty. Trzecia niedziela, zwana „Gaudete”, nie jest więc – tak jak dawniej bywała – wyjątkowa pod tym względem, przez co w świadomości wielu osób może po prostu nie istnieć, ale jednak jest i trzeba o niej pamiętać.

Pominięcie – lub chociaż niewyróżnienie w żaden sposób – tego dnia byłoby oczywistym zubożeniem. Różowy ornat kapłana symbolizuje kolor nieba przy wschodzie słońca. Jutrzenka zwiastuje nowy dzień, nadejście jasności. Teksty liturgiczne z tego dnia mówią o radości z przyjścia Zbawiciela, a kolekta tej niedzieli zawiera prośbę: „spraw, abyśmy przygotowali nasze serca i z radością mogli obchodzić wielką tajemnicę naszego zbawienia”. Czytania biblijne we wszystkich trzech cyklach także nawiązują do radości. Adwent to oczekiwanie na święta Narodzenia Pańskiego. Radość wynikająca z tego wydarzenia powinna być obecna i widoczna.

Oprac. Tomasz Powyszyński

 

artykuł pochodzi z http://dziennikparafialny.pl

II niedziela Adwentu "C"

DRUGA NIEDZIELA ADWENTU

Poznanie Boga naturalnym światłem rozumu ludzkiego

Kościół naucza, że naturalnym światłem rozumu ludzkiego można z rzeczy stworzonych w sposób pewny poznać Boga, początek i cel wszystkich rzeczy (por. KO, n. 6). Bez tej zdolności człowiek nie mógłby przyjąć Objawienia Bożego. Człowiek posiada tę zdolność, ponieważ jest stworzony „na obraz Boży” (KKK, n. 36).
Blask prawdy jaśnieje we wszystkich dziełach Stwórcy, w szczególny zaś sposób w człowieku, stworzonym na obraz i podobieństwo Boga. Prawda oświeca rozum i kształtuje wolność człowieka, który w ten sposób prowadzony jest ku poznaniu i umiłowaniu Boga. Człowiek ze swej natury szuka poznania prawd cząstkowych, dotyczących faktów lub odkryć naukowych, ale jednocześnie dąży do tego, aby w każdej ze swych decyzji wybrać prawdziwe dobro. Poszukiwanie dobra przez człowieka zmierza ku głębszej prawdzie, która może mu ukazać sens życia, ale może ono osiągnąć cel jedynie w Bogu.
Pewnego dnia, na Sycylii, mnich Epifaniusz odkrył w sobie dar Pana: potrafił malować piękne ikony. Zapragnął namalować jedną, która stałaby się arcydziełem: zapragnął namalować oblicze Chrystusa. Gdzie znaleźć odpowiedni model, zdolny wyrazić równocześnie cierpienie i radość, śmierć i zmartwychwstanie, boskość i człowieczeństwo? Epifaniusz nie mógł zaznać już spokoju. Wyruszył w podróż, przemierzył Europę, obserwując każdą twarz. Niestety, nie istniało oblicze mogące przedstawiać Chrystusa. Pewnego wieczoru zasnął powtarzając słowa psalmu: „Twego oblicza szukam, Panie. Nie ukrywaj przede mną Twego oblicza”. Miał sen: anioł prowadził go do spotykanych osób i wskazywał na jeden szczegół, który czynił tę twarz podobną do Chrystusowej; radość młodej żony, niewinność dziecka, siłę wieśniaka, cierpienie chorego, strach skazańca, dobroć matki, przestrach sieroty, surowość sędziego, wesołość kuglarza, miłosierdzie spowiednika, zabandażowane oblicze trędowatego. Epifaniusz powrócił do swego klasztoru i wziął się do pracy. Po roku ikona przedstawiająca Chrystusa była gotowa. Pokazał ją opatowi i współbraciom, którzy zdumieli się i rzucili na kolana. Oblicze Chrystusa było cudowne, wzruszające, stawiające pytania. Na próżno pytano Epifaniusza, kto posłużył mu za modela. „Nie szukaj Chrystusa w obliczu jednego człowieka, ale w każdym człowieku szukaj fragmentu oblicza Chrystusowego” (B. Ferrero, Czasami wystarcza promyk słońca, s. 26–27).
Właśnie w kontekście bezinteresownego poszukiwania prawdy ujawnia się istota relacji zachodzącej między wiarą i rozumem. „Rozumiem, aby wierzyć; wierzę, aby rozumieć” (św. Augustyn, Sermones, 43, 9; PL 38, 258). To wezwanie dotyczy przede wszystkim chrześcijan, do których woła również dzisiaj Jan Chrzciciel: „Przygotujcie drogę Panu, prostujcie ścieżki dla Niego”.
To rozumowe poznanie Boga „z rzeczy stworzonych” odpowiada rozumnej naturze człowieka. Pierwotnym zamierzeniem Stworzyciela, który obdarzył człowieka rozumną naturą, było to, aby mógł on poznać Boga. Bóg daje ludziom poprzez rzeczy stworzone trwałe świadectwo o Sobie, które jest zadane rozumowi ludzkiemu do odczytania. Poprzez wnikliwe i wytrwałe odczytywanie świadectwa rzeczy stworzonych rozum ludzki skierowuje się ku Bogu i przybliża się ku Niemu. Jest to niejako droga „wstępująca”: po stopniach stworzeń człowiek wznosi się ku Bogu, odczytując świadectwo bytu, prawdy, dobra i piękna, które w tych stworzeniach jest zawarte (Jan Paweł II, Katecheza Samoobjawienie się Boga źródłem wiary, 27 III 1985, n. 1).
Przejście od poznania natury egzystencjalnej do religijnej afirmacji nie dokonuje się samo przez się, ale na mocy podstawowych praw mądrości ludzkiej, takich jak zasada przyczynowości, celowości, racji dostatecznej. Każdy człowiek, nawet nieświadomy tego, stosuje je w swoim codziennym życiu. Chrześcijanin jest szczególnie powołany do tego, aby stać się uprzywilejowanym świadkiem obecności Boga w rzeczywistości ziemskiej.
Współczesny chrześcijanin napotyka jednak wiele trudności w poznaniu Boga za pomocą samego światła rozumu. „Umysł ludzki zasadniczo mógłby o własnych siłach dojść do prawdziwego i pewnego poznania tak jedynego osobowego Boga, który przez swoją Opatrzność czuwa nad światem i nim rządzi, jak i prawa naturalnego, które Stwórca wypisał w naszych duszach. Skuteczne i owocne wykorzystanie za pomocą rozumu tych wrodzonych zdolności natrafia jednak w praktyce na liczne przeszkody. Prawdy dotyczące Boga oraz relacji między Bogiem i ludźmi przekraczają w sposób absolutny porządek rzeczy podpadających pod zmysły i gdy powinny one wyrazić się w czynach i kształtować życie, wymagają od człowieka poświęcenia i wyrzeczenia się siebie. Rozum ludzki natomiast w poszukiwaniu takich prawd napotyka trudności wynikające z wpływu zmysłów i wyobraźni oraz ze złych skłonności spowodowanych przez grzech pierworodny. Sprawia to, że w tych dziedzinach ludzie łatwo sugerują się błędem lub przynajmniej niepewnością w tym, czego nie chcą uznać za prawdę” (KKK, n. 37). Z tego powodu człowiek potrzebuje światła Objawienia Bożego, aby prawdy religijne i moralne, które same przez się nie są niedostępne rozumowi, w obecnym stanie rodzaju ludzkiego mogły być poznane przez wszystkich w sposób łatwy, z zupełną pewnością i bez domieszki błędu (KKK, n. 38).

ks. Marian Bronikowski
 

tekst pochodzi ze strony Diecezji Włocławskiej- Rozważania na Rok Wiary

Niepokalanie Poczęcie

 Uroczystość Niepokalanego Poczęcia Najświętszej Maryi Panny (8 grudnia 2012)

Perykopa ewangeliczna: Łk 1,26-38 Rozważa: ks. Julian Wybraniec


Można się zdziwić tym, że dzisiaj obchodzimy w Kościele uroczystość Niepokalanego Poczęcia Maryi, bo dzisiejsza Ewangelia na pierwszy rzut oka niczego o tym nie mówi. Ewangelia opowiada o wydarzeniu Zwiastowania. Ale tak naprawdę to wydarzenie potwierdza fakt, że Maryja została poczęta bez grzechu. Anioł wypowiada słowa, które właśnie w dzisiejszej perykopie wybrzmiewają szczególnie mocno: Bądź pozdrowiona PEŁNA ŁASKI. Greckie słowo kecharitomenewskazuje na największe napełnienie osoby Maryi łaską Bożą. Możemy z tego wnioskować, iż Matka Boża została poczęta bez grzechu pierworodnego i w swoim życiu żadnego grzechu nie popełniła.

Odczytana przed chwilą Ewangelia mówi nam, jak do Maryi przychodzi anioł i zwiastuje jej, że będzie Matką Syna Bożego. Ona, uboga dziewczyna izraelska, nie wiedziała, co znaczyły słowa anielskiego pozdrowienia. Nawet po częściowym wyjaśnieniu nie widzi całościowo tego, co ma się dokonać. To jednak nie przeszkodziło jej w podjęciu decyzji realizowania słów anioła. Dlaczego? Otóż Maryja wierzyła, że Bóg działa w historii, posługując się ludźmi. Wierzyła, że jak prowadził niegdyś naród Izraelski, tak i ją dziś prowadzi ku niewiadomej przyszłości. Ona wiedziała, że dzięki ludziom, którzy przyjęli niegdyś słowo Boże, Bóg był obecny i chronił naród od nieszczęść i przeciwności. Ta obecność Boga w narodzie mogła więc być realna dzięki ludziom, którzy zgodzili się, by tę obecność reprezentować, by być widzialnym narzędziem Boga.

Maryja swoim fiat, swoim „niech mi się stanie”, sprawiła, że Bóg mógł być obecny pośród ludzi w osobie Swojego Syna. Taka właśnie była konsekwencja przyjęcia z ochotą zadania, które po ludzku było niemożliwe, które nie mieściło się w żadnym logicznym systemie myślenia. Tę niemoc rozumu dopełniła więc w Maryi ogromna wiara, która urzeczywistniła w niej Słowo Boże – osobę Jezusa Chrystusa.

Warte zauważenia jest to, że Maryja w czasie podejmowania decyzji nie wiedziała, jakie ją spotkają losy. Patrząc od strony ludzkiej, jej życie było wręcz zagrożone. Jak przecież wytłumaczy ten fakt Józefowi, z którym była zaręczona, co pomyślą o nich najbliżsi i otoczenie, które za cudzołóstwo karało ukamienowaniem. Maryja wiedziała tylko to, że ma zostać Matką Boga i ze względu na ten fakt podejmuje decyzję. Ona odczytała to zdarzenie jako konkretne powołanie Boga do wypełnienia określonego zadania.

My może nie stajemy przed aż tak trudnymi wyborami, ale nieraz codzienne życie dostarcza nam wielu sytuacji, w których mamy możliwość pojęcia lub zaniechania jakiejś czynności. Zobaczmy, ile pokoju i radości wniosłoby do naszych rodzin ochocze podjęcie szczerej rozmowy między małżonkami, szanowanie zdania każdego człowieka czy wzajemna ofiarność. To są przecież te zwiastowane nam codziennie zadania do wykonania, a ich efekt to obecność wśród nas Pana Jezusa. Może czasem jest nam ciężko podjąć życzliwą rozmowę, ale spróbujmy właśnie w tym momencie, kiedy rozum mówi, że nie widać sensu, podeprzeć się wiarą, tak jak Maryja. Bóg przecież także nas wzywa do ochoczego podjęcia trudów codzienności z wiarą, że On nas poprowadzi.

 

 

Artykuł pochodzi ze strony: http://dziennikparafialny.pl

 

Światło na oświecenie (nie tylko) pogan

Święto Ofiarowania Pańskiego (2 lutego 2012)
Rozważa: diakon Julian Wybraniec ▼

Dzisiejsze święto Ofiarowania Pańskiego przybrało w Polsce charakter zdecydowanie maryjny. Do dziś określa się je często jako Matki Bożej Gromnicznej. Maryja jest tą, która przynosi nam Światłość-Chrystusa.

Św. Łukasz w Ewangelii mówi dziś najpierw o żydowskich obrzędach, związanych z narodzeniem chłopca. „Gdy potem upłynęły dni ich oczyszczenia według Prawa Mojżeszowego, przynieśli Dziecię do Jerozolimy, aby Je przedstawić Panu”. O jakich dniach oczyszczenia jest tu mowa? Po urodzeniu dziecka płci męskiej jego matka była nieczysta przez czterdzieści dni. W tym okresie mogła przebywać w domu i wypełniać swoje codzienne obowiązki, nie mogła natomiast wejść do świątyni ani brać udziału w jakichkolwiek obrzędach religijnych. Po upływie czterdziestu dni miała złożyć w świątyni jagnię na ofiarę całopalną i młodego gołąbka na ofiarę za grzech. Była to dość kosztowna ofiara, dlatego prawo stanowiło, że zamiast jagnięcia mogła przynieść drugiego gołąbka. Dlatego ofiara dwóch gołąbków była nazywana ofiarą ubogich. Tak więc Maryja złożyła ofiarę jako biedna. Widzimy tutaj, że Jezus narodził się w zwyczajnej rodzinie, w domu bez wygód, gdzie każdy grosz liczono bardzo dokładnie, gdzie wiadomo o trudnościach zdobywania środków na życie, gdzie często zaglądał niedostatek. Gdy z obawą patrzymy na piętrzące się trudności materialne, powinniśmy pamiętać o tym, że Jezus także wiedział, co to znaczy trudność „wiązania końca z końcem”.

W Ewangelii pojawiają się jeszcze dwie osoby niestrudzenie czekające na Zbawiciela: Symeon i Anna.

Starzec Symeon jest prorokiem. Wypowiada słowa, w których określa Jezusa jako „Światło na oświecenie pogan”. Płonąca dziś świeca – gromnica jest symbolem Chrystusa – „Światła na oświecenie pogan”. Jest też symbolem naszej gotowości na Jego przyjęcie oraz znakiem, że nasze życie ma się spalać dla Boga.

„Teraz, o Władco, pozwól odejść słudze Twemu w pokoju, według Twojego słowa…”. Te słowa z Pieśni Symeona od czasu przyjęcia święceń diakonatu, tak jak wszystkie osoby duchowne, wypowiadam codziennie podczas Komplety (czyli liturgicznej modlitwy na zakończenie dnia). W nocy, która zapada, rozbrzmiewa pieśń o zwycięstwie nad ciemnością. Bo człowiek, który doświadczył Zbawiciela, może odejść z tego świata w pokoju. To, co nieuchronne, może nastąpić w radości. Strach przed śmiercią, strach przed samym Bogiem, który jest przecież życiem, rozprasza się niczym mgła po wschodzie słońca. Teraz Symeon, będący u kresu swoich dni obejmuje swoimi starczymi ramionami Tego, który jest dawcą życia. Jedynie spotkanie z Jezusem może nas uleczyć od trucizny śmierci. Spotkanie z Jezusem Zbawicielem pozwala umrzeć w pokoju, a przez to również i żyć w wiecznej szczęśliwości.

Symeon mówi, że Jezus będzie powodem do powstania wielu. Dawno temu Seneka powiedział, że ludzie potrzebują ręki, która by pomogła im powstać. To ręka Jezusa podnosi ich ze starego życia i prowadzi do nowego życia, przenosi z grzechu do życia dobrego, z poniżenia do chwały.

W Ewangelii pojawia się jeszcze jedna osoba. Jest nią prorokini Anna. Św. Łukaszowi Ewangeliście wystarczyły dwa wiersze do przedstawienia pełnego szkicu tej postaci. Miała ona osiemdziesiąt cztery lata i stale przebywała w świątyni. Całe swoje życie spędziła w domu Bożym. To wskazówka dla nas. Bóg dał nam Kościół, aby był on naszym domem. Jeżeli zaniedbujemy Mszę św., adorację Chrystusa w tabernakulum, tracimy bezcenny skarb. Stajemy się duchowo bezdomni.

Anna także stale trwała w modlitwie. Publiczne nabożeństwa są wielkim skarbem, ale także osobista modlitwa jest bardzo ważna. Mimo swoich lat Anna była pogodna i niewzruszona w nadziei, ponieważ codziennie trwała w modlitewnej jedności z Bogiem.
Aby być takim jak Symeon i Anna, trzeba czekać na Boga. Na koniec więc zapytajmy samych siebie, na co czekamy. Czy rzeczywiście na Jezusa? Na to pytanie nie da się odpowiedzieć w tym rozważaniu. Na to pytanie każdy musi odpowiedzieć sobie w swoim sercu.

 

Artykuł pochodzi ze strony: http://dziennikparafialny.pl

Ktoś zagłusza dobro?

IV niedziela zwykła, rok B (29 stycznia 2012)
Rozważa: ks. Tomasz Blicharz ▼

Opisana w Ewangelii sytuacja zachęca do wielkiej czujności. Wiele razy jest tak, że dobro nie ma okazji do działania, bo komuś bardzo zależy na tym, aby przychodzące dobro przedstawić jako coś, co może wprowadzać w życie niepokój czy zagubienie.

Musiała być wielka różnica między tym, co mówił Jezus, a tym, co mówili uczeni w Piśmie, skoro Ewangelista tak mocno wyakcentował, że nauczanie Jezusa było pełne mocy. Uczeni w Piśmie, nawet jeśli uczyli o Bogu, swoją wiedzę czerpali z tego, co wyczytali. Chrystus, będąc Bogiem, swoją wiedzę czerpał z tego, co Ojciec mu objawił.

Ewangeliczny opis uzdrowienia opętanego kolejny raz pokazuje, jak krzykliwe jest zło. Krzycząc, możemy robić wielkie wrażenie. Opętany z synagogi krzyczał, że Jezus przyszedł, aby zgubić. To demoniczny i kłamliwy obraz Boga, bo jak się później okazało, Jezus wypowiedział słowa: „Milcz i wyjdź z niego”, tym samym pokazując, że Jego przyjście oznaczało uwolnienie tego człowieka.

To jest właśnie taktyka zła, aby Boga przedstawić w złym świetle. Wielu będących wówczas w synagodze, nie widząc, co zrobi Jezus, mogło ulec pokusie przyjęcia tego, co krzyczy opętany. Mogło pomyśleć że Jezus rzeczywiście przyszedł zgubić opętanego człowieka. Cała sytuacja zachęca do wielkiej czujności. Wiele razy jest tak, że dobro nie ma okazji do działania, bo komuś bardzo zależy na tym, aby przychodzące dobro przedstawić jako coś, co może wprowadzać w życie niepokój czy zagubienie.

Rodzi się zatem pytanie, dlaczego zło jest takie głośne. Na pewno w pierwszej kolejności dlatego, że jest to jedyna szansa, aby o tym co złe ktoś usłyszał. Dzisiejsza Ewangelia pokazuje nam jeszcze jeden podstęp zła: Krzyczącemu opętanemu chyba nie zależało jedynie na tym, aby był usłyszany. Skoro Ewangelia dzisiejsza zaczęła się od zdania o tym, że wielu ludzi zdumiewało się nauką Jezusa, opętanemu mogło chodzić o coś więcej. Krzycząc głośno, chciał zagłuszyć to, co mówi Jezus. I oto drugi powód, dla którego zło jest w świecie takie krzykliwe: komuś bardzo zależy na tym, aby zagłuszyć to, co dobre.

 

Artykuł pochodzi ze strony: http://dziennikparafialny.pl

Dzisiaj jest

środa,
18 października 2017

(291. dzień roku)

Święta

Środa, XXVIII Tydzień zwykły Rok A, I Święto św. Łuk

Liturgia słowa

Czytania:

  • Ewangelia:

Zegar

Statystyki

stat4u